|
Mam własne zdanie i nie zawaham się go użyć...
|
Blog > Komentarze do wpisu
Jak rodzi się anegdota
Wiem, że obiecałem inny temat na ten raz, ale wydarzyło się coś, czym chciałbym się z Wami podzielić.
Kilka dni temu koleżanka udzieliła mi audiencji, znaczy się udało się zgrać ze sobą kalendarze. Nie mogła się już dłużej wykręcać wyjazdem do rodziny, pracą do późna, tym że się umówiła z kimś innym. Raz nawet postanowiła sobie skręcić kostkę, żeby odwołać spotkanie. Myślę, że wywęszyła, że coś zaczynam podejrzewać i na razie skapitulowała.
Jako, że chciała być uprzejma, spytała mnie czego się napiję. Ponieważ wiedziała, że jak coś zaproponuje, to nie ma co liczyć na moją grzeczność, że nie skorzystam, toteż przezornie zaproponowała kawę, herbatę lub sok zamiast czegoś konkretnego. Ponieważ miałem ochotę na herbatę, to poprosiłem o nią. No i to był mój błąd.
- Jakiej? Mam owocową, malinową, czarną, zieloną, jeżynową, porzeczkową... - Kawę. - Holender, miałem ochotę na wszystkie. Sądziłem, że jak zmienię wybór na kawę, będę miał łatwiej. - Rozpuszczalną czy sypaną?
Ehhh... Dlaczego ludzie nie mogą się nauczyć, że nie można mi dawać zbyt dużego wyboru, bo chciałbym wszystko, ale tak się nie da.
Kiedy udało mi się jakoś zdecydować na konkretny rodzaj kawy i wszystko zostało już ustalone, aby podtrzymać rozmowę, która już i tak się urwała wspomniałem, że tak a propos kawy, to ostatnio kupiłem sobie drewniany, ręczny młynek, paczkę kawy ziarnistej i jak mam ochotę, to parzę sobie taką świeżo zmieloną.
- Ty to jednak jesteś dziwny - powiedziała. - Sam sobie mielisz kawę, sam sobie warzysz piwo... Jeszcze mi powiedz, że sam sobie pieczesz chleb. - Wiesz... Jak by to ująć... Generalnie tak. Czasem piekę sobie chleb. - Już więcej o nic nie spytam.
Jej mina sugerowała, że gdzieś po głowie zaczęła kołatać się myśl: "człek chciał być zabawny, a wyszło jak zwykle". Co prawda mogła wykorzystać jeszcze jedną opcję, ale chyba jest na to zbyt dobrze wychowana. Może to i dobrze...
Już wiedziałem, że mam nową anegdotę do opowiadania, kiedy w czasie jakiejś rozmowy zapadnie zbyt długie milczenie, a nie będę mógł zwyczajnie, tradycyjnie olać rozmówcy.
Anegdota została parę razy przeze mnie opowiedziana, żeby ją przetestować czy działa, i jeśli nawet nie jest zabawna, to czy nie wywołuje uśmiechu zażenowania a także, żeby ją podrasować i aby ładnie brzmiała.
Oczywiście, jako że jestem wredny z natury, musiałem się pochwalić owej koleżance, że się z niej nabijam - taka premia dla mnie od życia. Ponieważ jestem leniwy i mam zbyt mało zgrabne paluchy do pisania na klawiaturze telefonu SMSów, wykorzystałem bramkę Jabber2SMS.
Bramka jest w dużej mierze napisana przeze mnie, a co nie jest przeze mnie napisane, jest mocno przeze mnie zmodyfikowane. A jak już tak daleko zabrnąłem w tym pisaniu i modyfikacjach, to jak czasem coś nie działa, to trzeba to poprawić. Bramka miała problem z wysyłaniem SMSów, w których treści znajduje się cudzysłów.
Po poprawieniu kodu, należy oczywiście przetestować. I jak większość ludzi związanych z IT, odczuwam zawsze wielką kreatywność przy wymyślaniu danych testowych, która się kończy gdzieś w okolicach wyrazu dupa. Tym razem też było podobnie i wysłałem sobie SMSa o następującej treści:
pu"peczka
Jak coś może pójść źle, to na pewno pójdzie, jak mawiał, jeśli wierzyć legendom, pan o nazwisku Murphy. Oczywiście SMS nie doszedł, mimo iż zaczynałem dochodzić do etapu, gdy w szybce nad wyświetlaczem zaczęła się przepalać dziura. Widocznie to nie mój dzień i trzeba będzie jeszcze pokombinować z kodem.
Jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie. A jeśli może się coś spierniczyć na kilka różnych sposobów, zawsze wybór padnie na ten, który przyniesie najwięcej szkody. SMS jednak doszedł ale do koleżanki, której okna rozmowy nie zamknąłem.
W ten sposób ja miałem swoją anegdotę, a koleżanka w rewanżu dostała jeszcze lepszą, choć wolę nie myśleć, co sobie o mnie pomyślała, kiedy tak pieszczotliwie nazwałem ją "pupeczką"...
I co? Nie mam racji, że ludzie to idioci?
środa, 23 września 2009, frejr
|